BACK

LALKI Z POGRANICZA ŚWIATŁA I CIENIA

Z Klaudią Gaugier rozmawia Karolina Grabarczyk / 2wilki.pl



Karolina Grabarczyk: Można bać się lalek Horka Dolls?

Klaudia Gaugier:
Zadałaś od razu bardzo ambiwalentne pytanie (uśmiech). Z jednej strony nie ma się czego bać, to tylko szmacianki - płótno, glina - konkretna, namacalna materia. Natomiast, jeśli popatrzeć na nie z perspektywy emocji jakie budzą, to tak, mogą niepokoić, bo są katalizatorem tego, co schowane w człowieku. Dla jednych dana lalka będzie straszna, a dla innych nie. Wszystko zależy od przeżyć, które ma w sobie konkretna osoba, jej doświadczeń życiowych, obejrzanych filmów, przeczytanych książek, zaszyfrowanych skojarzeń. Lalka tylko wydobywa je na zewnątrz, każe się z nimi zmierzyć, materializuje je i dlatego czasem przeraża.

Co czujesz do swoich lalek?

Uwielbiam je (śmiech), choć jest z nimi trochę tak, jak z ludźmi - niektóre znajomości są chwilowe, przelotne, inne, dopiero z czasem przestają być istotne i obumierają. Te, które cały czas odnawiają dany moment mojego życia, ożywiają towarzyszące mi podczas ich tworzenia uczucia, są dla mnie ciągle ważne i nie wyobrażam sobie rozstania z nimi. Są też takie, które robiły zakupy na dzień następny, czasem ratowały skórę - do nich tęsknię i zazdroszczę ich właścicielom.

No właśnie, lalki są ciągle obecne w waszym domu. Jak reagują na nie twoi bliscy?

Są częścią naszego teatru życia. Często świat na Horce kręci się wokół ich powstawania, przeszkadzają w życiu rodzinnym, bo "dzisiaj muszę skończyć", burzą misterny, mężowski plan wypałów, bo jeszcze trzeba dołożyć do pieca dłonie, które dosuszam na grzejniku, wreszcie wprowadzają absolutny chaos przed wystawami. Dzieci odkrywają ich imiona, mąż zakochuje się w niektórych, a potem robi awantury, kiedy znikają. Wszyscy żałujemy, że nie sprzątają (śmiech).

Skąd wiesz jak dana lalka ma wyglądać, jakie ma wyrażać emocje?

Nie wiem tego. Zawsze zaczynam od zrobienia twarzy. Jeśli mam na nią jakiś pomysł i chcę przekazać konkretną emocję, to staram się ją wylepić w glinie, ale często materia jest przeciwna moim zamiarom i wychodzi coś zupełnie innego. Lalki "zamierzone" powstają przeważnie na zlecenie, co jest dla mnie dużym wyzwaniem, bo muszę spełnić oczekiwania osoby zamawiającej, gimnastykuję się więc, uginam, wiję jak wąż, często lepię kilka twarzy, żeby następnego dnia wybrać tą z najlepiej uchwyconym szczegółem, zdradzającym modela. Te, które tworzę z własnej potrzeby, często mnie zaskakują, bo nie zakładam niczego z góry. Lubię bawić się tworzywem, obserwować i dobierać poszczególne elementy w trakcie powstawania lalki.

Wygląda na to, że masz z nimi dobre relacje. Któraś jest ci szczególnie bliska?

Tak, pierwsza Zmierzchnica, która stała się pewnego rodzaju duchem Horka Dolls, medium przyciągającym uwagę innych. M. in. zespołu Obscure Sphinx, który zaproponował umieszczenie jej wizerunku na okładce jednej ze swoich fantastycznych płyt. Nie mogłam jednak użyć moich emocji do zobrazowania emocji przekazywanych na płycie Void Mother. Słuchałam demo, magicznego głosu Zofii "Wielebnej" Fraś i pracowałam nad trzema kolejnymi lalkami z ćmą, zmierzchnicą trupią główką. Ta, którą ostatecznie wybrali dostała imię Void Mother. Od tego czasu wracam do tematu lalek ciem. Są bardzo pożądane, szczególnie przez mężczyzn...

Wiesz dlaczego?

Działają na wyobraźnię, są jak marzenie senne, materializują archetyp demonicznej, zmysłowej, tajemniczej kochanki. Może przywołują podświadomy obraz Lilith? (śmiech)

A czy dostajesz zlecenia od mężczyzn na wykonanie konkretnej lalki?

Tak. Jednym z najciekawszych było zamówienie, złożone mailowo przez pewnego Hiszpana, który w najdrobniejszych szczegółach opisał na jakiej lalce mu zależy, jaki ma mieć kolor oczu, włosów, sukienki. Miała być władcza, stanowcza, epatująca seksualnością, bardzo apodyktyczna, piękna.

Duże wymagania...

Rzeczywiście, dlatego zawsze, gdy przyjmuję tego typu zlecenie, odpisuję, że biorę pod uwagę wszystkie wskazówki, ale nie mogę dać gwarancji, że efekt końcowy zaspokoi wyobrażenia zamawiającego. Dlatego nie pobieram zaliczki i nie zobowiązuję do odbioru gotowej lalki. Odbiorca musi być przekonany, że właśnie takiej lalki pragnął. W przeciwnym razie będzie to tylko kolejny nic nieznaczący przedmiot, a lalka musi być czymś więcej niż tylko rzeczą. Powinna działać na psychikę właściciela, wzbudzać jego emocje, dlatego wolę by najpierw ją zobaczył, zakochał się w niej, a dopiero wtedy zabrał do domu.

Zdarzyło ci się nie przyjąć jakiegoś zamówienia?

Nie, ale zdarzyło mi się przyjąć zamówienie i go nie zrealizować, bo źle mi się nad nim pracowało (uśmiech).

A co z lalkami tworzonymi na własne potrzeby? Wszystkie zostały ukończone?

Mam w szufladach sporo porzuconych twarzy (śmiech). Niektóre czekają na moment znalezienia dla nich reszty postaci, z innych nie jestem zadowolona, ale nie potrafię ich zniszczyć. Może kiedyś je zakopię? Zrobię "Cmentarzysko Twarzy", a za tysiąc lat archeolodzy będą mieli nad czym się zastanawiać?

Sprawiasz wrażenie osoby zadowolonej z życia.

Może dlatego, że przyjmuję wszystko, co mi się przydarza, bez zadawania sobie, w tych trudniejszych momentach życia, pytania: dlaczego? (uśmiech). W związku z czym zawsze mam dwie opcje: albo przetworzyć, zmienić na lepsze, albo, jeżeli nic nie da się zrobić, przetrwać, przeczekać. Moje życie jest mieszanką zarówno niefortunnych, jak i radosnych zdarzeń, które zawsze są po coś. Nie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa albo nieszczęśliwa, bo oba stany to tylko momenty, nano klocki większej układanki. Lubię stać na granicy światła i cienia, i takie tworzę lalki. Nigdy nie określam niczego definitywnie, wolę, żeby wszystko było niejednoznaczne...


link do źródła